Wpisy
Niektórzy ludzie nie lubieją podróżować. Nie marzą o egzotycznych wyprawach, wycieczkach do ciepłych krajów i odkrywaniu nieznanych krain. Ja do tej grupy ludzi zdecydowanie nie należałem.
Podróż za granicę, a zwłaszcza do odległych, egzotycznych zakątków zawsze mnie pociągała, i to do tego stopnia, że nie mogłem wyobrazić sobie życia bez nich. W 2002 roku wyjechałem z Polski, na wschód. Do Korei. Po dwóch latach pracy w firmie informatycznej, nie nauczywszy się ani trochę koreańskiego, nadarzyła się sposobność wyjazdu do Australii. Skorzystałem z niej.
Wyjechać do Australii wydaje się bardzo jednoznacznym planem. Nic bardziej mylnego. Przed każdym podróżującym do tego kraju pojawia się bowiem pytanie - dokąd? Nie jest to bowiem wszystko jedno gdzie się wyląduje. Podróż na drugi koniec Australii może bowiem być porównywalny z samą podróżą do Australii. Zwłaszcza jak się mieszka w Korei. Zdecydowałem się na Darwin, z którego miałem rozpocząć podróż przez Australię. Postanowiłem ominąć Perth, i samochodem przeciąć Australię w pół, przejeżdżając przez Alice Springs. Z centrum Australii udałem się do Adelaide, po czym objechałem wschodnie wybrzeże, przez Melbourne, Sydny i kończąć moją podróż w Brisbane, gdzie zostałem na dłużej.
W żadnym wypadku jednak nie okazał się to koniec moich wędrówek...